Zupa PHO
Wietnamski rosół z 5-godzinnego bulionu — historia, technika i moja domowa wersja
- Przygotowanie
- 30 min
- Gotowanie
- 5 godz.
- Ocena
- 4.1 (60 ocen)

Pho to nie jest "tylko zupa". To rytuał — 5 godzin gotowania, opalanie cebuli nad ogniem, woreczek z przyprawami, który wyjmiesz dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Pierwszy raz robiłam ją dziesięć lat temu i wylałam pół garnka, bo nie wiedziałam, że pierwszą wodę z mięsa się odlewa. Dziś wiem, że każdy z tych kroków ma sens — i że pho najbliższe ducha tradycji jest wtedy, gdy zwolnisz.


Historia pho — wietnamski rosół z duszą
Pho narodziło się w północnym Wietnamie, w prowincji Nam Đinh, na początku XX wieku — mniej więcej w latach 1900–1910. To był czas francuskiej kolonizacji, kiedy wołowina, dotąd we Wietnamie traktowana jako mięso "obce" (Wietnamczycy gotowali głównie na wieprzowinie i drobiu), zaczęła wchodzić do lokalnej kuchni za sprawą francuskich żołnierzy i ich zamiłowania do bouillon de boeuf — wołowego bulionu z kostek do pot-au-feu.
Wietnamscy uliczni kucharze wzięli tę francuską bazę — długo gotowany bulion z kości — i połączyli ją z chińskimi przyprawami korzennymi (anyż gwiazdkowaty, cynamon, goździki) oraz własnym makaronem ryżowym. Tak powstało danie, które po dziś dzień nazywają "wietnamskim rosółem z duszą". Słowo "pho" najprawdopodobniej pochodzi właśnie od francuskiego pot-au-feu — garnka stojącego na ogniu.
Ciekawe jest to, jak bardzo pho przypomina nasz polski rosół. Marja Ochorowicz-Monatowa w "Uniwersalnej książce kucharskiej" z 1910 roku kazała gotować rosół z goleni na małym ogniu przez 4–6 godzin, z opalonymi w piekarniku warzywami i obowiązkową kością szpikową. Identyczna metodologia. Dwie kuchnie, które nigdy o sobie nie słyszały, odkryły to samo: czas i kość robią smak.
Dlaczego kość szpikowa jest najważniejsza
Sekretem prawdziwego pho nie jest mięso — jest kość szpikowa. W środku kości długiej znajduje się szpik kostny: tłuszczowo-kolagenowa masa, która podczas wielogodzinnego gotowania powoli wytapia się do bulionu. To właśnie ona daje pho tę charakterystyczną lekką oleistą patynę na powierzchni, jedwabistą konsystencję i głębię smaku, której nigdy nie uzyskasz z samej polski wołowej.
Stąd bierze się pierwszy krok, który wszyscy chcą pominąć: pierwszą wodę się wylewa. Goleń wołową zalewam zimną wodą, doprowadzam do wrzenia — i wylewam. Razem z nią odchodzą mętne białka i krew, które zaburzyłyby kolor bulionu. Bez tego kroku Twoje pho będzie szaro-mętne. Z tym krokiem — wyjdzie przezroczyste jak herbata.
Druga rzecz: po wylaniu pierwszej wody płuczę zarówno garnek, jak i samą kość. Dopiero wtedy zalewam czystą, świeżą wodą — i tu zaczyna się 5-godzinne gotowanie. Pamiętaj: powierzchnia bulionu ma ledwie drżeć. Jeśli widzisz bulgoczące bańki — zmniejsz ogień. Mocne wrzenie wybija szpik z kości, mętni bulion i wybiera z niego głębię.


Przyprawy w woreczku — sekret czystego bulionu
Pho ma cztery królewskie przyprawy korzenne: anyż gwiazdkowaty, cynamon, goździki, kolendrę (czasem dochodzi czarny kardamon). To one dają zupie ten charakterystyczny aromat, który czujesz w całym mieszkaniu po godzinie gotowania.
Tylko że jest jeden problem: anyż i goździki, jeśli zostaną w bulionie zbyt długo, zaczynają gorzknieć. Po 90 minutach uwalniają już wszystkie swoje aromaty — a po kolejnej godzinie zaczynają oddać gorycz. Dlatego mistrzowie pho zamykają przyprawy w małym woreczku z gazy — i wyciągają go po 90–120 minutach. Sama goleń gotuje się dalej jeszcze 3 godziny, a bulion już ma pełny aromat — bez goryczy.
Dodatkowy zysk: po wyciągnięciu woreczka nie musisz odcedzać zupy przez sito. Bulion zostaje czysty, a przyprawy nie rozsypują się po kościach i mięsie. Ten sam trik działa zresztą w polskim rosóle — ziele angielskie i liść laurowy też lepiej wrzucać w gazę.
Cebulę i imbir opalamy — francuska szkoła w wietnamskim wydaniu
To jest ten moment, w którym sceptycy wzruszają ramionami: "po co opalać cebulę? Przecież i tak się ugotuje". A jednak ta technika decyduje o tym, czy bulion będzie złoto-bursztynowy, czy blado-szary.
Cebulę, imbir i czosnek przekrawam na pół i piekę w 200°C przez 15 minut, aż skórka i miejscami miąższ lekko zwęgli się. W tradycyjnym wietnamskim pho cebulę trzyma się nad otwartym ogniem (jak chleb pita), ale w polskiej kuchni piekarnik jest bezpieczniejszy. Liczy się efekt: karmelizacja cukrów. To właśnie ona, oddana później do wody, robi z bezbarwnego bulionu złotawy napój.
Drobny tip ode mnie: ząbek czosnku dodaj dopiero po 2,5 godziny gotowania — nie wcześniej. Czosnek w długim wrzeniu daje goźki, siarkowy posmak. Później dodany — dokłada subtelnej głębi bez przeciągnięcia.
Podanie — rytuał, nie dodatek
Pho, które podaję, to nigdy nie jest "miska zupy". To prawdziwy rytuał: na dnie miski makaron ryżowy (ugotowany osobno, żeby nie mętnił bulionu), na nim cienkie plasterki gotowanej wołowiny — tak cienkie, że są prawie przezroczyste. Cienko, bo wrzucone do gorącej zupy dochodzą same w 30 sekund.
Polewam chochelką wrzącego bulionu — wprost na mięso. Na wierzch wrzucam świeżą miętę, kolendrę, dymkę i tajską bazylię. Obok podaję ćwiartkę limonki i sos chilli. Mięta i kolendra MUSZĄ być świeże, suszone nie mają nic wspólnego z tym daniem.
Doprawienie zostawiam na ostatnie 10 minut: 6 łyżek sosu rybnego (nuoc mam), trochę cukru, szczypta soli. Sos rybny we Wietnamie pełni rolę podobną jak u nas masło — jest fundamentem smaku umami. Nigdy nie sól pho na początku gotowania — najpierw ma się z bulionu wytopić wszystko z kości, dopiero potem doprawiasz.

Z podanych proporcji wyjdzie 6 solidnych porcji. Bulion bez dodatków (mięso, makaron osobno) wytrzyma w lodówce 3 dni, a w zamrażarce — do dwóch miesięcy. Robię z niego podwójne porcje w niedzielę i jem cały tydzień. Pho gotujesz długo — ale robisz to raz, a jesz wiele razy. Spróbuj :)
Składniki
- kości szpikowe wołowe
- 500 gramów goleni wołowej — z kością
- 3 litry wody
- 4 cebule
- 1 czosnek — główka
- 30 gramów imbiru
- anyż gwiazdkowy
- 1 laska cynamonu — ok. 5 cm
- 3 goździki
- ziarna kolendry
- pieprz ziarnisty
- 6 łyżek sosu rybnego
- 200 gramów makaronu ryżowego
- 1 limonka — do podania
- świeża mięta, kolendra, dymka, kiełki fasoli mung — do podania
- cukier i sól do smaku
Przygotowanie
- 1Goleń wołową z kością i kości szpikowe wkładam do dużego garnka, zalewam zimną wodą i doprowadzam do wrzenia. Jak tylko zacznie wrzeć, wylewam wodę, płuczę dokładnie i mięso, i garnek, po czym ponownie zalewam świeżą wodą (3 litry). Ten krok pozbywa się piany białkowej — bulion wyjdzie klarowny.
- 2Cebulę, czosnek i imbir kroję na pół i piekę w piekarniku w 200°C przez ok. 15 minut, aż będą lekko zwęglone na powierzchni. Dzięki temu warzywa uwalniają głębszy aromat — to charakterystyczny zabieg dla pho. Możesz też opalić je bezpośrednio nad palnikiem gazowym, jeśli masz.
- 3Przekładam upieczone warzywa do garnka z mięsem. Anyż gwiazdkowy, goździki, ziarna kolendry i pieprzu lekko zgniatam w moździerzu i razem z laską cynamonu wkładam do woreczka strunowego lub gazy kuchennej. Woreczek wrzucam do garnka. Gotuję wszystko na małym ogniu, pod przykryciem, przez ok. 5 godzin. Co jakiś czas zbieram pianę — bulion ma być czysty i lśniący.
- 4Pod koniec gotowania doprawiam pho sosem rybnym (6 łyżek), odrobinką cukru i solą do smaku. Próbuję i poprawiam — bulion powinien być wyrazisty, lekko słony, z głębią od przypraw.
- 5Goleń wyjmuję z bulionu i tnę na nieregularne kawałki albo cieniutkie paseczki — jak wolisz. Makaron ryżowy gotuję wg opakowania (zwykle 4-6 minut) i odcedzam.
- 6Składam miskę: na dno układam ugotowany makaron, na niego kawałki ugotowanej goleni. Zalewam wszystko wrzącym, klarownym złoto-bursztynowym bulionem. Na wierzch sypię dużo świeżej mięty, kolendrę i dymkę pokrojoną w cienkie plasterki. Obok podaję ćwiartki limonki i ewentualnie sos sriracha. Zjadam od razu, póki gorące :)
Masz pytanie o ten przepis? Zobacz FAQ →
Gotujesz z moimi przepisami?
Chcę zobaczyć jak Ci wyszło! Oznacz mnie na Instagramie i TikToku @lenagryszko
Przepisy, które również mogą Cię zainteresować
Często zadawane pytania
Czy mogę skrócić 5 godzin gotowania?
Możesz, ale stracisz na głębi. Minimum funkcjonalne to 3 godziny — wtedy szpik kostny się wytopi i przyprawy oddadzą aromat, ale bulion będzie płytszy. Tradycyjne pho wietnamskie często gotuje się nawet 8–10 godzin. Na PrzepisyTradycyjne.pl polecamy 5 godzin jako złoty środek: pełny smak i realny czas dla domowej kuchni. W szybkowarze (instant pot) można skrócić do 90 minut na wysokim ciśnieniu — wynik będzie zbliżony do 3-godzinnego gotowania konwencjonalnego.
Co jeśli nie mam goleni z kością szpikową?
Goleń szpikowa jest najlepsza, ale jeśli nie znajdziesz, możesz użyć: łaty wołowej z kawałkiem kości, mostka, antrykotu albo zwykłej karkułki. Klucz: musi być kość. Czysta polski (bez kości) da Ci rosół wołowy, ale nie pho. Idealna proporcja to 70% kości szpikowej i 30% mięsa do gryzienia. W sklepie warto poprosić rzeźnika o "kość szpikową z mięsem na rosół wietnamski" — większość wie, o co chodzi.
Czy muszę odlewać pierwszą wodę?
Tak, jeśli zależy Ci na przezroczystym bulionie. Pierwsze wrzenie wybija z mięsa krew i białka, które tworzą mętną, szarą pianę. Bez tego kroku Twoje pho będzie mętno-szare zamiast złoto-bursztynowe. Pomiń ten krok tylko wtedy, gdy robisz bulion z kości surowych, blanszowanych wcześniej. Dla domowej kuchni: odlej, płucz, zalej świeżą wodą — to 3 minuty roboty, które decydują o kolorze gotowej zupy.
Czym zastąpić sos rybny, jeśli go nie mam?
Sos rybny (nuoc mam) jest fundamentem smaku pho — daje umami, którego nie zastąpisz innym składnikiem na 100%. Najbliższe zamienniki: ciemny sos sojowy z odrobiną anchois (pół łyżeczki pasty z anchois na 3 łyżki sojowego), albo Worcestershire z odrobiną soli. Smak będzie inny, ale kierunek umami zostanie zachowany. Polecam jednak zaopatrzyć się w prawdziwy nuoc mam (Phu Quoc, Three Crabs) — butelka kosztuje 15–20 zł, a wystarczy na pół roku. Bez niego pho jest tylko rosłem wołowym z anyżem.
Masz pytanie? Zadaj je w komentarzu →


