Pad thai

Lena Gryszko
Autor
Przygotowanie
15 min
Gotowanie
20 min
Ocena
4.1 (64 oceny)
Pad thai

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam pad thai. Przepadlam jak sprobowalam pad thaia z małej budki streetfoodowej w Bangkoku — buchająca para z woka, makaron ryżowy trzeszczący na rozgrzanym żelazie, kwaśny tamaryndowiec mieszający się z sosem rybnym i prażonymi orzeszkami. Po powrocie do Polski długo szukałam idealnych proporcji sosu — bo to właśnie sos decyduje, czy pad thai będzie tylko smażonym makaronem, czy prawdziwą tajską ucztą. Pokażę Wam wersję, która udaje mi się za każdym razem.

Skąd się wziął pad thai? Krótka historia tajskiego streetfoodu

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, pad thai nie jest starodawnym przepisem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Danie powstało dopiero w latach 30. XX wieku z inicjatywy ówczesnego premiera Tajlandii, Plaeka Phibunsongkhrama, jako element kampanii budowy tajskiej tożsamości narodowej. Władze chciały uniezależnić tajską kuchnię od silnych chińskich wpływów i jednocześnie ograniczyć zużycie ryżu, którego brakowało w trudnych czasach. Receptura na smażony makaron z tamaryndowcem, jajkiem, kiełkami i orzeszkami została opracowana niemal odgórnie — a danie stało się symbolem nowoczesnej, niepodległej Tajlandii.

Dziś pad thai to chyba najbardziej rozpoznawalne danie tajskiej kuchni na świecie. W Bangkoku króluje pod nazwą "phat thai" w setkach ulicznych budek, a każdy kucharz ma swoją wersję — z krewetkami, z kurczakiem, w jajecznej kieszonce. Ja zostaję przy wersji z tofu, którą podpatrzyłam u mojej znajomej z Chiang Mai.

Sekret tajskiego sosu — balans słodko-słono-kwaśny

Prawdziwy pad thai opiera się na sosie, w którym muszą się idealnie zrównoważyć cztery smaki: słodki (cukier palmowy lub brązowy), słony (sos rybny), kwaśny (pasta tamaryndowa) i lekko pikantny (płatki chili na koniec). Pasta tamaryndowa to składnik kluczowy — bez niej dostajemy zwykły smażony makaron, nie pad thai. Tamaryndowiec to strąk drzewa rosnącego w Azji Południowo-Wschodniej; jego miąższ ma kwaskowaty, owocowy smak, podobny do połączenia daktyli z cytryną. Kupicie go w sklepach z azjatycką żywnością, czasem w lepszych supermarketach.

Mój trick: zawsze najpierw mieszam wszystkie składniki sosu w osobnej miseczce i smakuję. Sos powinien być wyraźnie kwaśny, ale z głębokim, słodko-słonym tłem. Jeśli wydaje się płaski — dodajcie odrobinę soku z limonki. Jeśli zbyt agresywny — łyżeczka cukru wyrówna smak.

Pad thai – zdjęcie 1
Pad thai – zdjęcie 2

Jak przygotować makaron ryżowy, żeby nie był rozmokły

Makaron ryżowy do pad thai NIE gotujemy w wodzie jak makaron pszenny — to najczęstszy błąd, który robi z dania kleisty placek. Zalewamy go wrzątkiem i zostawiamy na 7-10 minut, aż zmięknie ale wciąż będzie sprężysty (al dente). Odcedzam, przelewam zimną wodą i odstawiam na bok. Odcedzam ponownie dopiero przed dodaniem go na patelnie/woka. Dosmażanie na patelni zrobi resztę roboty — makaron dojdzie w sosie i wchłonie wszystkie smaki. Wskazówka: jeśli makaron poczekałby za długo na patelni i zaczyna się sklejać, polej go odrobiną wody — uratuje sytuację.

Pad thai – zdjęcie 1
Pad thai – zdjęcie 2

Wariacje: pad thai z kurczakiem, krewetkami i w wersji wege

Moja wersja jest wegetariańska — z tofu obtoczonym w mące kukurydzianej dla chrupiącej skorupki. Jeśli wolicie klasyczne wariacje, zamieńcie tofu na 200 g obranych krewetek (dorzucam na patelnię zaraz po czosnku) lub 250 g pokrojonej w paski piersi z kurczaka (smażę najpierw, potem dodaję resztę składników). Krewetki to wersja, która króluje w Tajlandii — szczególnie z dodatkiem suszonych krewetek (mam je w słoiczku z azjatyckiego sklepu, dodają głębi umami). Wersja czysto wege, bez sosu rybnego? Zastąpcie go sosem sojowym z odrobiną pasty miso — wyjdzie bliżej oryginału niż się wydaje.

Pad thai podaję od razu, jeszcze gorący, posypany hojnie posiekanymi orzeszkami ziemnymi, świeżą kolendrą i kiełkami fasoli mung. Na talerz zawsze ląduje ćwiartka limonki — każdy skrapia sobie ile lubi. To danie, które najlepiej smakuje w towarzystwie — z butelką dobrego białego wina albo zimnym piwem, w niedzielne popołudnie. Dajcie znać w komentarzach, jak Wam wyszło i którą wersję preferujecie!

Porcje

Składniki

  • 12 łyżek sosu rybnego
  • 2 limonki sok
  • 6 łyżek cukru brązowego
  • 60 gramów pasty tamaryndowej
  • 500 gramów tofu
  • 2 szalotki
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej
  • olej roślinny
  • 400 gramów makaronu ryżowego
  • 4 jajka
  • orzeszki ziemne (posiekane)
  • 2 pęczki cebuli dymki
  • 1 pęczek kolendry
  • 150 gramów kiełków fasoli mung

Przygotowanie

  1. 1
    Makaron ryżowy zalewam wrzątkiem i zostawiam na 7-10 minut, aż zmięknie ale wciąż będzie sprężysty (al dente). Odcedzam, przelewam zimną wodą i odstawiam — nie gotujcie go w garnku jak zwykły makaron, bo się rozgotuje.
  2. 2
    Przygotowuję sos: w miseczce mieszam sos rybny, sok z dwóch limonek, cukier brązowy i pastę tamaryndową. Smakuję — sos powinien być wyraźnie kwaśno-słodko-słony. Jeśli płaski — dodaję jeszcze trochę limonki; jeśli za ostry — łyżeczkę cukru.
  3. 3
    Tofu kroję w kostkę około 1,5 cm, a szalotki w grubsze piórka. Czosnek drobno siekam. Dymkę kroję ukośnie, kolendrę grubo siekam — przygotowuję wszystko wcześniej, bo na patelni pójdzie szybko.
  4. 4
    Tofu oprószam mąką kukurydzianą — to da chrupiącą skorupkę przy smażeniu. Mieszam delikatnie, żeby kostki nie pokruszyły się.
  5. 5
    Rozgrzewam wok lub szeroką patelnię na średnio-wysokim ogniu z 4 łyżkami oleju. Wrzucam czosnek i szalotki, smażę 30 sekund (do zapachu), dorzucam tofu. Smażę 3-4 minuty mieszając, aż tofu lekko się zarumieni z każdej strony.
  6. 6
    Odsuwam tofu na bok patelni, wbijam jajka w wolne miejsce i szybko rozmieszczam widelcem, jak na omlet. Gdy zaczynają się ścinać (po około 20-30 sekundach), zacznę mieszać je z tofu.
  7. 7
    Dodaję odcedzony makaron ryżowy i zalewam wszystko sosem. Mieszam energicznie 1-2 minuty, aż makaron wchłonie smaki i wszystko będzie równomiernie pokryte sosem. Jeśli makaron za bardzo się klei — chlust gorącej wody ratuje sytuację.
  8. 8
    Wykładam na talerze. Posypuję posiekanymi orzeszkami ziemnymi, kiełkami fasoli mung, dymką i kolendrą. Na każdy talerz dodaję ćwiartkę limonki — gość sam skropi sobie ile lubi. Podaję od razu, dopóki gorące.

Masz pytanie o ten przepis? Zobacz FAQ →

Gotujesz z moimi przepisami?

Chcę zobaczyć jak Ci wyszło! Oznacz mnie na Instagramie i TikToku @lenagryszko

Często zadawane pytania

Czym mogę zastąpić pastę tamaryndową?

Pasta tamaryndowa jest sercem pad thai i trudno znaleźć jej idealny zamiennik. W ostateczności wymieszajcie 2 łyżki soku z limonki z 1 łyżką sosu Worcester i łyżeczką melasy lub ciemnego syropu — uzyska się podobny kwaskowo-owocowy profil. Pamiętajcie jednak, że to kompromis: prawdziwy tamaryndowiec ma głębszy, bardziej egzotyczny smak. Kupicie go w sklepach azjatyckich albo online — słoiczek wystarczy na wiele porcji.

Jak zrobić pad thai z krewetkami?

Zastąpcie tofu 200 g obranych, surowych krewetek (rozmrożonych i osuszonych). Dodajcie je na patelnię zaraz po czosnku i szalotce — smażcie 1-2 minuty z każdej strony, aż zrobią się różowe i sprężyste. Reszta przepisu pozostaje bez zmian. W oryginale tajskim często dodaje się też garść suszonych krewetek razem z makaronem — wzmacniają umami i dają charakterystyczny streetfoodowy posmak.

Dlaczego mój pad thai wychodzi rozmokły i kleisty?

Najczęstsze przyczyny to: gotowanie makaronu ryżowego w wodzie (nie wolno — tylko zalanie wrzątkiem), za niska temperatura patelni (powinna mocno skwierczeć), albo dodawanie składników zbyt wolno. Pad thai to danie szybkiego ognia — wszystkie składniki powinny być przygotowane wcześniej, bo na patelni cały proces trwa zaledwie 5-6 minut. Jeśli mieszacie zbyt długo, makaron uwalnia skrobię i klei się.

Czy pad thai można zrobić bez sosu rybnego?

Tak, w wersji wegańskiej zastąpcie sos rybny mieszanką 3 łyżek sosu sojowego z łyżeczką pasty miso — daje to podobny słono-umami profil. W Tajlandii istnieje też wegańska wersja zwana "pad thai jay", w której zamiast sosu rybnego używa się sosu sojowego i odrobiny soku z cytryny dla głębi. Nie będzie identycznie z oryginałem, ale wciąż bardzo smacznie.

Masz pytanie? Zadaj je w komentarzu →

Komentarze